poniedziałek, 2.1.2012 | 23.07
Droga kretynko o prehistorycznym, niezrozumiałem już prawie dla nikogo pseudonimie, pisząca tego bezsensownego, niezbyt udanego bloga:
Y U N O ? ! ? ! ? ! Czemu się nie ogarniesz, nie podejmiesz chociaż próby stania się taką, jaką byś chciała być?! Narzekasz, pierdolisz w kółko o tym samym. Coś tam sobie w głowie tworzysz, właściwie to zawsze to samo, tylko Tobie wydaje się to ciekawe, oryginalne, jakieś. Tak naprawdę siedzisz, grasz w simsy, śledzisz na gejbogu ludzi, którzy w przeciwieństwie do Ciebie mają życie, i wpierdalasz czekoladę. To takie strasznie słabe. A teraz popatrz - jezioro, pomost, na pomoście siedzi grupa ludzi. W środku dziewczyna, która śmieje się najgłośniej. Jest szczupła, ładna, opalona i piegowata, słońce odbija się od jej złotych włosów i wpada do wody. Opiera się o chłopaka, który patrzy na nią z zachwytem. Dookoła grupa cudownych ludzi.
Widzisz? Chcesz? Świetnie. Wakacje za pół roku, to daje sześć miesięcy na spelnienie tej wizji, odpowiednika postanowień noworocznych w wersji bardziej zwizualizowanej.
...Dobrze, że nie popijam Jacka Daniels'a, siedząc półnaga na parapecie, nie otacza mnie milion kubków po kawie i czterdzieści tysięcy pełnych popielniczek, nie osiągnęłam jeszcze szczytu bycia żałosną. Ale tak poza tym to robię zdjęcia moją lustrzanką i mam czerwone włosy. Koniec mojego trzymania jakiegoś poziomu nadciąga nieubłaganie. Kurwa.
Nowy Roku... proszę. Błagam.